Zabawa w podglądanie

August 12th, 2002

Każdy z nas czasami zastanawiał się, jakie zagadki kryje w sobie niebo, lecz nie wszyscy mają czas w ciągu roku szukać odpowiedzi na swoje pytania. Doskonałą okazją do tego był VI Ogólnopolski Zlot Miłośników Astronomii OZMA 2002, który zakończył się wczoraj w Królikowie pod Szubinem.

Jego organizatorem było Pałucko – Pomorskie Stowarzyszenie Astronomiczno – Ekologiczne z Borówna. – Zadanie jakie przed sobą stawiamy to popularyzowanie astronomii wśród wszystkich grup wiekowych i zawodowych, a spotykamy się w różnych miejscach Polski – mówi Romuald Graul, sekretarz stowarzyszenia. Mimo że na zlocie były obecne kluby astronomiczne, takie jak Milky Way z Borówna, Szkapa z Szubina, Antares z Bydgoszczy czy Polaris z Sosnowca, to na imprezie mogła pojawić się każda zainteresowana osoba, głodna wiedzy o niebie. W tym roku udział wzięło ok. 130 osób. Wykłady prowadzili między innymi dr M. Muciek z Torunia, dr M. Grzemski z olsztyńskiego planetarium czy Jerzy Rafalski z planetarium w Toruniu. Obecni byli także czołowi polscy astrofotografowie, np. prowadzący jeden z wykładów W. Skurzyński.

Każda OZMA ma swój temat przewodni, a tematem tegorocznej były obiekty niegwiazdowe, czyli obserwowano głównie mgławice i galaktyki. Niewątpliwą atrakcją tegorocznej imprezy były sierpniowe perseidy, najbardziej aktywny roczny rój meteorów, zjawisko bardzo piękne i niezwykle widowiskowe. Innym pięknym zjawiskiem, które dało się zaobserwować na północnym niebie był rozbłysk satelity Irydium. Oślepiająco jasny, kilkusekundowy rozbłysk towarzyszący przelotowi satelity dało się obejrzeć tylko dzięki bardzo dokładnym mapom nieba uzyskanym od NASA. Sprzęt, którym dysponowali astronomowie robił spore wrażenie. Mnogość rozmaitych lunet, teleskopów i lornetek wspomaganych techniką komputerową przyprawiała o zawrót głowy, lecz prawdziwą dumą zlotu był potężny teleskop o średnicy lustra 50 cm, sprzęt już niemal profesjonalny, przywieziony przez dr Płeśkę z Krakowa.

Za najlepsze zdjęcie oraz za najlepszy sprzęt wykonany samodzielnie organizatorzy wręczali nagrody, tzw. Grand OZ-y. Można było pobawić się przy muzyce na żywo, a grał między innymi zespół Big Bang.

W planach organizatorów jest europejski zlot młodzieży amatorsko zajmującej się astronomią. Zamierzają również zorganizować podobną imprezę dla nauczycieli geografii i fizyki.

Autor artykułu: mo

PREZESA PORTRET WŁASNY…

August 10th, 2002

Z byłym prezesem “OKTANU” MIROSŁAWEM SZCZUPACKIM rozmawia Grażyna Ostropolska

- Czy Pan się ukrywa?
- Ależ skąd.
- Trudno Pana zastać pod stałym adresem, numerem telefonu…
- Mamy chyba prawo do prywatności i spokoju. Ja i moja żona, którą ściga się nawet w jej miejscu pracy – prokuraturze. Nie rozumiem, dlaczego moja osoba i upadek “Oktanu” budzą takie zainteresowanie mediów i są obiektem tylu spekulacji…
- Może dlatego, że i wcześniej, za czasów swojej i “Oktanu” świetności, nie stronił pan od kamer i dziennikarzy.
- “Eltra” i “Romet” też kiedyś były znane i wielkie, a mimo to ich upadek nie wzbudził tylu emocji.
- Pańscy wspólnicy wysłali setki listów, także do redakcji. Oskarżali Pana o wyprowadzenie z “Oktanu” dużych pieniędzy. Mówi się o 40 mln złotych. Taka suma może budzić emocje.
- I o to moim wrogom chodziło. Grozili, że mnie zniszczą. A ja sobie obiecałem, że do czasu wyjaśnienia tych spraw przez powołane do tego organy – nie będę już z oszczercami polemizował. Także w mediach.
- Nawet pańscy przyjaciele nie do końca w zemstę poznaniaków wierzą. Czują się przez Pana oszukani. Twierdzą, że jeszcze na parę dni przed odejściem z “Oktanu” robił Pan dobrą minę do złej gry. Tym, którzy udzielili kredytu obiecywał natychmiastowy zwrot pieniędzy. “Jutro, pojutrze” – słyszeli.
- Nie wszyscy, o których pani mówi to moi przyjaciele. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. I ja już jestem po takiej pierwszej weryfikacji. Z donosami do prokuratury pośpieszyli się ci, którym niegdyś ufałem np. Wiesław Olszewski. A przecież to nie mnie go pouczać, że winien dokładniej sprawdzać papiery.
- Mówimy o sfałszowanych fakturach magazynowych?
- Owszem, o nich. Sugestia, że ja je sfałszowałem jest śmieszna.
- Ale to przecież one były podstawą przelewu bankowych pieniędzy na paliwo, które do MZK dowoził “Oktan”?
- Niech się w MZK przyjrzą pewnemu magazynierowi, który podpisywał dokumenty in blanco, bo tak się śpieszył do domu.
- Pańscy wspólnicy publicznie mówią, że pan okradł firmę, że stąd jej upadłość i długi.
- Długi to złe słowo, a oskarżanie kogoś o kradzież ma swoje konsekwencje prawne. Od osądzania są sądy i ja jestem gotów takiej procedurze się poddać. Przypomnę jedynie, że Hołysz, który takie oskarżenia pod moim adresem śle był w Radzie Nadzorczej “Oktanu”, a jego córka – w zarządzie “Clematisu” . Jeśli zaś mówimy o niespłaconych kredytach to one nie zniknęły. Są ulokowane w inwestycjach (budowa nowej stacji to kilka milionów złotych, modernizacja też kosztuje)a także w towarach i samochodach. Można te pieniądze odzyskać.
- Niekoniecznie. Na niektórych ma zabezpieczenie kilka firm.
- To niemożliwe.
- Trudno się dziwić Pańskim wspólnikom, że są wściekli. To oni mieli w firmie 90 procent akcji. Tymczasem pan – własciciel 10 procent, wyprowadził z “Oktanu” stacje, przewłaszczył na nie towar. Może to tam trafiły ostatnie niespłacone kredyty, za które teraz pańscy przyjaciele tracą posady?
- Nie wyprowadziłem tylko wydzierżawiłem pracownikom stacje na kolejne1o lat. Zasłużyli na to. Ani oni, ani ich rodziny nie trafią na bruk.
- Może by nigdy nie trafili? Wspólnicy chcieli tylko zmiany prezesa.
- Ja dobrze znałem ich plany. Chcieli wyprowadzić majątek “Oktanu” do swoich spółek. W pewnym momencie przysłali mi człowieka ze swojego układu. Ten zażądał horrendalnej pensji, najdroższego mieszkania i samochodu. Odmówiłem. Wtedy przyjechali z Poznania całą siłą. Grozili mi, ubliżali, dali 11 dni na spakowanie… Nie spodziewali się, że będę szybszy i że tego, co przez wiele lat ciężką pracą zbudowałem – nie zostawię im na pożarcie.
- Niezgoda rujnuje. Także piękne kariery. Pańska była piękna, bo usłana setkami podziękowań od obdarowanych? Na paliwie ” Oktanu” jeździli sportowcy, całe gminy, hospicja, wspomagał pan biednych i niepełnosprawnych. Teraz niektórzy z nich pytają za czyje pieniądze, skoro słyszą, że w kasie “Oktanu” brakuje 40 milionów.
- To ja odpowiem tak. Przez 10 lat ta firma przynosiła zyski, a jej obroty pozwalały część pieniędzy przeznaczyć na cele dobroczynne i reklamę. Inni przeznaczali pieniądze na bankiety i balety – my mieliśmy bardziej szczytny cel. Zdarzało się też tak, że pomagałem ludziom ze swoich prywatnych pieniędzy. Dziś nie wszyscy chcą o tym pamiętać.
- Nie boi się pan podejrzeń, że przedłużając na kolejne 10 lat- bez zgody wspólników – dzierżawę stacji “Oktanu” swoim krewnym oraz przewłaszczając tam mienie upadłej dziś firmy uprawiał pan prywatę? Działał na szkodę spółki i akcjonariuszy? Jest przecież takie doniesienie do prokuratury.
- Nie, nie obawiam się postępowania w tej sprawie. Jestem przekonany, że uratowałem sporą część majątku “Oktanu” i zapewniłem pracę prawie całej załodze. Także krewnym, bo również oni budowali “Oktan”. Od wielu miesięcy żyłem ze świadomością, że poznańscy akcjonariusze – sami ogromnie zadłużeni – ciągną “Oktan” na dno. To oni działali na szkodę bydgoskiej firmy, niszczyli jej wizerunek, podważali wiarygodność. Nie kryję, że szukałem sposobu, żeby się od nich uwolnić. Nadal będę działał na rynku paliwowym. Pod innym szyldem, ale za to wyłącznie na własny rachunek. I będę partycypował w spłacie niektórych długów, np. w Banku Pocztowym, “Warcie:, czy w “BRE-Banku”. Nawet, gdyby to miało trwać 15 lat.
- Był pan też udziałowcem innych spółek, należących do poznańskiej grupy kapitałowej. W spółce “Enter Plus” działającej w branży automatów do gier był pan nawet wiceprezesem. Spółka prowadziła dwa salony bingo, przy Wrocławskiej i przy Św. Marcina. Dalej pan tam działa?
- Ależ skąd. Salony bingo zbankrutowały, a najbardziej opłacalną działalność: import i dystrybucję automatów moi poznańscy wspólnicy przenieśli do prywatnych firm. Osadzili w nich swoje rodziny, córki, synów, zięciów. Mówi się, że ostatnio ich wpływy bardzo się w rozrywkowej branży liczą.
- Były też w tej samej poznańskiej grupie kapitałowej inne spółki, chociażby, handlujący nieruchomościami “Centurian” , zajmujący się informatyką gliwicki “SET”, głogowski “Inter -Trans”( transport i turystyka), czy oferujący hydrobudowy ” Hydro -Trust”. Czy i tam były pańskie udziały?
- Były, ale już nie są. Za darmo je poznaniakom oddałem. Nie chcę już mieć z tymi panami nic wspólnego.
- Poznańscy akcjonariusze “OKTANU” mają wspólny rodowód. Byli pracownikami “Energopolu”, pracowali na tych samych zagranicznych budowach. Co Pana z nimi łączyło?
- Do pewnego czasu – wspólne interesy. Niestety…

Autor artykułu: .

Szczeciński syndrom

August 9th, 2002

W środę cały kraj był świadkiem kompromitacji szczecińskiej policji, która nie zapobiegła napaści tłumu stoczniowców na prezesa firmy Odra. Jakie zabezpieczenia w trakcie manifestacji i zdarzeń z udziałem tłumu stosuje bydgoska policja? Czy u nas podobna sytuacja mogłaby mieć miejsce?
O to, jakie zabezpieczenia stosuje policja zapytaliśmy zastępcę szefa Komendy Miejskiej Policji nadkomisarza Jerzego Kolasińkiego.

- Zawsze przed zgromadzeniem lub manifestacją staramy się przewidzieć, jaki przebieg może ona mieć. Przygotowujemy parę wariantów reakcji w zależności od rozwoju wypadków. Przestrzegamy także organizatora o konsekwencjach złamania prawa w trakcie zgromadzenia – wyjaśnia wicekomendant Kolasiński.

Jak konkretnie wygląda policyjne zabezpieczenie ma miejscu protestu?
Prawie zawsze wśród uczestników zgromadzenia są funkcjonariusze operacyjni w cywilu wyposażeni w środki łączności. Jak podkreślają policjanci, nie jest to inwigilacja. Chodzi o to, by dowództwo zabezpieczenia było na bieżąco zorientowane w sytuacji.

Manifestacji mogą także towarzyszyć umundurowani funkcjonariusze. Jeśli istnieją przesłanki, że może dojść do gwałtownych zajść, w niedużej odległości od przewidywanego miejsca zdarzeń lokalizowane są odwody – zwarte oddziały wyposażone w pałki i tarcze. Gdy zajdzie potrzeba, błyskawicze wkraczają do akcji.

W ostatnich latach w Bydgoszczy nie było potrzeby stosowania środków przymusu bezpośredniego w trakcie protestów społecznych. Jedynie podczas meczu Polska – Szkocja doszło do pacyfikacji ponadstuosobowej grupy kibiców z Poznania. Spokojny przebieg miały natomiast manifestacje pod ratuszem organizowane przez lokatorów zakładowych mieszkań domagających się, by miasto przekazało im zajmowane lokale za darmo. W trakcie tych protestów policyjne zabezpieczenie ograniczało się do funkcjonariuszy w cywilu wmieszanych w tłum.

Czy gdyby w Bydgoszczy doszło do sytuacji podobnej do tej w Szczecinie, to lokalna policja wykazałaby się większą skutecznością?

- Trudno jest gdybać. Jednak zawsze staramy się na bieżącą śledzić każą fazę zgromadzenia. Dlatego uważam, że nie dalibyśmy się zaskoczyć, gdyby wypadki niespodziewanie przybrały gwałtowny obrót – stwierdził nadkomisarz Kolasiński.

Autor artykułu: J

Studia dla elit

August 9th, 2002

Minęły już czasy, gdy dyplom wyższej uczelni gwarantował zatrudnienie. Dlatego coraz więcej absolwentów zastanawia się nad kontynuowaniem edukacji na studiach podyplomowych i doktoranckich. Te ostatnie uchodzą przy tym za kierunek dla elit. W tym roku w naszym mieście tylko Akademia Bydgoska przyjmuje nowych doktorantów.

- Zakończyliśmy już nabór na dwa, z trzech proponowanych przez nas kierunków – wyjaśnia rzecznik Akademii Bydgoskiej Tomasz Zieliński. – Mamy już ośmiu nowych doktorantów na Wydziale Humanistycznym – na historii. Wybrano ich po egzaminach spośród dwudziestu sześciu chętnych. Kolejnymi studiami, na które nabór został już dawno zamknięty, jest pedagogika, na Wydziale Pedagogiki i Psychologii. Tam podania można było składać tylko do początku czerwca.
Liczba nowych doktorantów na tym wydziale stanowi jednak wielką niewiadomą. Bowiem osoby zajmujące się tą sprawą są akurat na urlopie.

Jedynymi studiami, na które można jeszcze składać podania, są środowiskowe studia doktoranckie na Wydziale Matematyki, Techniki i Nauk Przyrodniczych. Od innych różnią się tym, że prowadzone są wraz z Instytutem Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk, a zatem część zajęć będzie prowadzona przez pracowników naukowych PAN.

- Do tej pory wpłynęły do nas trzy podania – informuje rzecznik. – Studia dotyczą w sumie trzech specjalizacji: informatyki, inżynierii materiałowej i matematyki. Zgłaszający się będą mogli określić, jaką dziedziną są zainteresowani.

Podania na te studia będą przyjmowane do 30 sierpnia. Jak podkreśla Tomasz Zieliński, nie można mówić o limicie miejsc. -O przyjęciu zadecyduje przede wszystkim poziom zgłaszających się kandydatów. Na pewno będzie ich tylko kilkoro. To nie są studia podyplomowe, na które można przyjąć kilkadziesiąt osób. To inny poziom i inna jakość.
Według szacunków rzecznika AB, każdego roku tytuł doktora odbiera na bydgoskiej uczelni od kilkunastu do dwudziestu osób.

Autor artykułu: aż

Co kryje elewator

August 8th, 2002

Nadal nie ma pewności czy importowane z Niemiec ziarno przechowywane w elewatorze w Fordonie nie jest skażone herbicydami. Wojewódzki Inpektorat Skupu oczekuje na dwie niezależne ekspertyzy, które określą czy pszenica zawiera rakotwórczą substancję – nitrofen. Służby zapewniają, że cała wątpliwa partia została zatrzymana w elewatorze, mieszkańcy regionu nie muszą się więc obawiać, że jedli pieczywo z zawartością niebezpiecznych chemikaliów.

W przeszłości nitrofen był jednym ze składników środków ochrony roślin. Jednak kiedy naukowo potwierdzony został jego szkodliwy wpływ na ludzkie zdrowie, zakazano stosowanie środków z jego zawartością. W Polsce zakaz obowiązuje od 1983 roku. W Niemczech decyzję taką podjęto 5 lat później . Jednak w tym roku służby sanitarne u naszych zachodnich sąsiadów wykryły kilka przypadków skażenia zboża nitrofenem. Może się, niestety, okazać, że skażone zboże było importowane do Polski. Pod koniec lipca pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Skupu i Przetwórstwa Artykułów Rolnych natrafili na ślad nitrofenu w partii pszenicy przchowywanej w elewatorze w Fordonie. 2.900 ton ziarna zostało sprowadzonych przez bydgoskie Państwowe Zakłady Zbożowe.

- Były to jednak śladowe ilości nitrofenu. By mieć pewność czy zboże jest skażone przekazaliśmy próbki do badania do dwóch różnych laboratoriów – wyjaśnia Franciszek Złotnikiewicz, wojewódzki inspektor skupu i przetwórstwa artykułów rolnych.

Nie wiadomo kiedy będą znane rezultaty – może to być kwestia dni albo tygodni. Dopiero po uzyskaniu ostatecznych ekspertyz WISiPAR zdecyduje co zrobić z zakwestionowanym towarem. Jeśli potwierdzi się zawartość nitrofenu, pszenica nie będzie mogła być wykorzystana do celów spożywczych.
Jak przekonuje inspektor Złotnikiewicz nie ma obaw, że wcześniej do przemiału trafiło ziarno z nitrofenem. Cała wątpliwa partia jest pod kontrolą w oplombowanym elewatorze.

Autor artykułu: J

Zabawa w chowanego

August 8th, 2002

Jeden z polskich sądów wydał wyrok, w którym stwierdził, że brama kamienicy nie jest miejscem publicznym, a więc spożywanie w niej alkoholu nie można uznać za wykroczenie. Strażników miejskich w Bydgoszczy to jednak nie martwi. – Chowanie się przed nami w bramach nie jest skuteczne, podobnie jak kiedyś chowanie piwa do papierowych torebek – twierdzi Jarosław Wolski z bydgoskiej Straży Miejskiej. Czy na pewno?

Amatorzy picia pod chmurką imają się różnych sztuczek, aby omijać zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Kiedyś modne było chowanie butelek do papierowych torebek, wzorem bohaterów amerykańskich filmów. Pokutowało bowiem mylne przekonanie, że strażnik miejski nie ma prawa zajrzeć do środka.

Jeszcze bardziej powszechnym sposobem jest po prostu chowanie się w bramach, jakich w starych dzielnicach nie brak. Po wyroku wrocławskiego sądu grodzkiego można jednak uznać, że samo picie alkoholu w bramie nie jest nielegalne. Przed sądem stanął mężczyzna przyłapany właśnie na spożywaniu procentów w bramie. Sędzia uniewinniła go, ponieważ – jak argumentowała – w wykazie miejsc publicznych zawartym w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi są parki, ulice, place, ale nie ma bram…

- Rzeczywiście bram nie ma w wykazie miejsc publicznych, ale zwykle nie kończy się na samym piciu. Z reguły towarzyszy mu zaśmiecanie czy zanieczyszczanie bramy, często jest też tak, że jedna osoba stoi w bramie, a druga na chodniku, zdarza się też, że brama znajduje się w obrębie sklepu gdzie obowiązuje zakaz. Nie jest więc tak, że można się przed nami chować w bramach – zapewnia Jarosław Wolski ze Straży Miejskiej w Bydgoszczy.

W środkach komunikacji publicznej – mimo że są miejscami publicznymi – bardzo często można spotkać osoby pijące alkohol. – Nie zdarzyło się jeszcze, aby ktoś pił alkohol w autobusie czy tramwaju na oczach strażników, ale staramy się walczyć z nietrzeźwymi pasażerami, którzy wszczynają awantury i demolują pojazdy. Wspólnie z kontrolerami robimy tak zwane “nocki”.

Autor artykułu: .

NOM wystawia rachunek

August 8th, 2002

Od 1 sierpnia NOM zmienia zasady świadczenia swoich usług. Klienci TP S.A. mogą korzystać z połączeń międzymiastowych oferowanych przez niezależnego operatora po podpisaniu specjalnej umowy. Jej podpisanie nie wiąże się z żadnymi zobowiązaniami dla użytkownika. NOM zrezygnował z pobierania opłat za aktywację usługi.

Również od początku sierpnia tanieją połączenia telefoniczne oferowane przez operatora, a opłata naliczana jest za każde rozpoczęte 30 sekund połączenia.

- Wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom klienta, dlatego zdecydowaliśmy się obniżyć ceny, żeby zwiększyć swoją konkurencyjność – mówi rzecznik prasowy NOM, Marcin Gruszka.

Korzystanie z usług niezależnego operatora było przez dziewięć miesięcy bezpłatne, ponieważ Telekomunikacja nie chciała umieszczać na swoich fakturach rozliczeń konkurencji. Sprawa została rozwiązana pozytywnie po podpisaniu w kwietniu umowy z TP S.A. Teraz operator wystawia własne faktury. Pierwsze już trafiły do klientów, kolejne dotrą do nich we wrześniu.

- W byłym województwie bydgoskim wystawiliśmy 80 tysięcy faktur. Jeśli istniała taka konieczność termin spłaty należności rozkładaliśmy na raty. Niektóre rachunki opiewały na bardzo niskie kwoty, często poniżej pięciu złotych. Dlatego zdecydowaliśmy, że kolejne faktury poniżej tej kwoty nie będą wysyłane do klientów we wrześniu.

Poczekamy aż rachunek przekroczy tę wartość i dopiero tak skumulowany otrzyma nasz użytkownik. Chcę jednak uspokoić tych, którzy obawiają się ogromnych sum. Nasz system będzie typował wszystkie rachunki powyżej pięciu złotych. Nie ma więc możliwości, że ktoś przez rok nie będzie płaci wcale, a potem nagle dostanie kilkusetzłotowy rachunek – wyjaśnia M. Gruszka.

Obecnie NOM prowadzi rozmowy z EL-Netem, żeby klienci tego operatora mogli korzystać z usług niezależnego operatora bez podpisywania umowy.

Autor artykułu: ann

Szwedzcy baseballiści punktowali rywali

August 8th, 2002

Reprezentacja Polski seniorów w baseballu zajęła 3. miejsce podczas mistrzostw Europy grupy B w Sztokholmie. Awans do grupy A wywalczyli gospodarze, którzy wszystkie mecze wygrali na przewagi (różnicą ponad 10 punktów). W barwach biało-czerwonych grało dwóch zawodników Dębów Osielsko: Paweł Decowski i Paweł Jasiakiewicz.

Jak przekazał nam trener naszej reprezentacji Ryszard Chromik w grupie A mistrzostw Europy rozgrywanych co dwa lata gra 12 zespołów. 16 niżej notowanych drużyn podzielonych jest na dwie grupy B. Jeden turniej odbył się na Węgrzech, a drugi przez cały ubiegły tydzień w sztokholmskiej dzielnicy Alby. Z grupy A spadają ostatnie dwa zespoły, a ich miejsce zajmują zwycięzcy grup B.
Osiem startujących zespołów podzielono na dwie grupy. Polacy pokonali Danię 9:6, ulegli Szwecji 0:14 i zwyciężyli Norwegię 8:7. Kolejność w naszej grupie (liczba meczy i zwycięstw):

1. Szwecja 3 3
2. Polska 3 2
3. Norwegia 3 1
4. Dania 3 0

W półfinale nasz zespół uległ Austrii 2:8, a w meczu o brązowy medal pokonał Irlandię 7:5. W meczu o 1. miejsce Szwecja pokonała Austrię 13:2. Do grupy A awansowała Szwecja. Nasza 16-osobowa reprezentacja oparta była na: 5 zawodnikach z MKS Kutno, 4 z BK Jastrzębie, 3 z MKS Jasrzębie, 2 z Dębów Osielsko (Paweł Decowski, Paweł Jasiakiewicz), po 1 z Centaurów Warszawa i Demonów Miejska Górka.

“Był to najlepszy występ w historii naszej reprezentacji – powiedział baseballista Dębów Paweł Decowski. Graliśmy na większym boisku niż w Osielsku, które miało ramiona długości 100 metrów, a najdłuższy przekrój 123 metry. Poza zasięgiem wszystkich rywali byli Szwedzi, którzy wyróżniali się doświadczeniem, taktyką i siłą. Byliśmy jednym z najmłodszych zespołów. Gdy pogramy w takim zestawieniu przez kilka lat mamy szansę na awans do grupy A. Ostatni dzień pobytu wykorzystaliśmy na zwiedzanie Sztokholmu”.

Autor artykułu: S.K.

Maciej Grodzki najszybszy

August 8th, 2002

Na Jeziorze Karsińskim w Swornychgaciach odbyły się regaty żeglarskie, których organizatorami byli Ośrodek “Jósk” oraz MDK.

Znakomicie spisał się w klasie “Omega” Maciej Grodzki (KM Kaper) z załogą Jarosław Krawczak, Marta Grodzka zajmując pierwsze miejsce.

Autor artykułu: h

Międzynarodowa wymiana w RTW

August 8th, 2002

Zarząd Regionalnego Towarzystwa Wioślarskiego Bydgostia/Kabel postanowił w poniedziałek o rozwiązaniu w trybie natychmiastowym umowy z trenerem klubowym i jednocześnie reprezentacji Rosjaninem Romanem Jermiszkinem. Jego następcą od 1 września będzie selekcjoner reprezentacji Litwy Algirdas Arelis, który trenuje m.in. brązowe medalistki olimpijskie z Sydney Kristinę Poplawskają i Birute Sakickiene (od 2 sezonów reprezentują także barwy Bydgostii).

Rosyjski szkoleniowiec Roman Jermiszkin rozpoczął pracę w RTW od 25 czerwca 2000 roku. Na początku pełnił rolę konsultanta, a w sezonie 2001 i 2002 trenera seniorek. Ubiegłoroczne mistrzostwa świata rokowały nadzieje na dobre wyniki. Agnieszka Tomczak w Lucernie była 5 na skiffie (po raz pierwszy w finale A w karierze), a dwójka bez sterniczki Iwona Zygmunt – Aneta Bełka (wszystkie RTW) ósma. W tym roku zarząd postawił cel: awans obu osad do finałów A (miejsca 1 – 6) mistrzostw świata. W kwietniu okazało się, że Tomczak w tym roku będzie miała przerwę macierzyńską i trener zajął się tylko prowadzeniem dwójki bez sternika.

“Jak przekazały mi zawodniczki w tym roku trenowały więcej, a wyniki były jeszcze gorsze” – powiedział prezes RTW Zygfryd Żurawski. Bydgoszczanki w startach międzynarodowych i Pucharach Świata plasowały się na ostatnich miejscach. W sobotę w regatach ostatniej szansy w Monachium zajęły 14., przedostatnią pozycję. Słabe wyniki zanotowały również zawodniczki w kategorii młodzieżowej. Czwórka podwójna z Dorotą Gazdą i Agnieszką Madaj była 6., przedostatnia na Pucharze Narodów (nieoficjalne mistrzostwa świata do lat 23).

“Nie mamy czasu na eksperymentowanie – tłumaczył Zygfryd Żurawski. Prezes Polskiego Związku Towarzystw Wioślarskich Ryszard Stadniuk powiedział, że w kraju do seniorek nie ma odpowiedniego selekcjonera, który gwarantuje światowy wynik. Dlatego szukaliśmy na Litwie, z którą mamy dobre kontakty. Postanowiliśmy zatrudnić od 1 września trenera Algirdasa Arelisa, który prowadzi w naszym klubie drugi rok i w reprezentacji Birute Sakickiene i Kristinę Poplawskają. Szkoleniowiec ten doprowadził wspomniane zawodniczki do brązowego medali igrzysk olimpijskich w Sydney w dwójce podwójnej i 5. miejsca na mistrzostwach świata, gdzie startowały po kontuzji. W tym roku jego osada była dwukrotnie druga na Pucharach Świata w Lucernie i Monachium. Mamy już zgodę federacji litewskiej i samego zainteresowanego. W drugiej połowie sierpnia podczas zgrupowania w Wałczu spotkamy się, aby uzgodnić szczegóły organizacyjne. Albo szkoleniowiec będzie przyjeżdżał trenować do nas z dwoma Litwinkami, albo nasze zawodniczki pojadą na Litwę. Do końca sierpnia bydgoszczanki będzie prowadził Andrzej Mazurowicz, który przygotuje Anetę Bełkę, Iwonę Zygmunt, Dorotę Gazdę i Magdalenę Wesołowską do startu w czwórce bez sterniczki w akademickich mistrzostwach świata w Nottinhgam”.

Oprócz czwórki seniorek w Wielkiej Brytanii za 3 tygodnie wystartują jeszcze dwaj wioślarze RTW: Wojciech Gutorski w ósemce oraz Mariusz Daniszewski w czwórce bez sternika.

Autor artykułu: Sławomir Kabat