Z byłym prezesem “OKTANU” MIROSŁAWEM SZCZUPACKIM rozmawia Grażyna Ostropolska
- Czy Pan się ukrywa?
- Ależ skąd.
- Trudno Pana zastać pod stałym adresem, numerem telefonu…
- Mamy chyba prawo do prywatności i spokoju. Ja i moja żona, którą ściga się nawet w jej miejscu pracy – prokuraturze. Nie rozumiem, dlaczego moja osoba i upadek “Oktanu” budzą takie zainteresowanie mediów i są obiektem tylu spekulacji…
- Może dlatego, że i wcześniej, za czasów swojej i “Oktanu” świetności, nie stronił pan od kamer i dziennikarzy.
- “Eltra” i “Romet” też kiedyś były znane i wielkie, a mimo to ich upadek nie wzbudził tylu emocji.
- Pańscy wspólnicy wysłali setki listów, także do redakcji. Oskarżali Pana o wyprowadzenie z “Oktanu” dużych pieniędzy. Mówi się o 40 mln złotych. Taka suma może budzić emocje.
- I o to moim wrogom chodziło. Grozili, że mnie zniszczą. A ja sobie obiecałem, że do czasu wyjaśnienia tych spraw przez powołane do tego organy – nie będę już z oszczercami polemizował. Także w mediach.
- Nawet pańscy przyjaciele nie do końca w zemstę poznaniaków wierzą. Czują się przez Pana oszukani. Twierdzą, że jeszcze na parę dni przed odejściem z “Oktanu” robił Pan dobrą minę do złej gry. Tym, którzy udzielili kredytu obiecywał natychmiastowy zwrot pieniędzy. “Jutro, pojutrze” – słyszeli.
- Nie wszyscy, o których pani mówi to moi przyjaciele. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. I ja już jestem po takiej pierwszej weryfikacji. Z donosami do prokuratury pośpieszyli się ci, którym niegdyś ufałem np. Wiesław Olszewski. A przecież to nie mnie go pouczać, że winien dokładniej sprawdzać papiery.
- Mówimy o sfałszowanych fakturach magazynowych?
- Owszem, o nich. Sugestia, że ja je sfałszowałem jest śmieszna.
- Ale to przecież one były podstawą przelewu bankowych pieniędzy na paliwo, które do MZK dowoził “Oktan”?
- Niech się w MZK przyjrzą pewnemu magazynierowi, który podpisywał dokumenty in blanco, bo tak się śpieszył do domu.
- Pańscy wspólnicy publicznie mówią, że pan okradł firmę, że stąd jej upadłość i długi.
- Długi to złe słowo, a oskarżanie kogoś o kradzież ma swoje konsekwencje prawne. Od osądzania są sądy i ja jestem gotów takiej procedurze się poddać. Przypomnę jedynie, że Hołysz, który takie oskarżenia pod moim adresem śle był w Radzie Nadzorczej “Oktanu”, a jego córka – w zarządzie “Clematisu” . Jeśli zaś mówimy o niespłaconych kredytach to one nie zniknęły. Są ulokowane w inwestycjach (budowa nowej stacji to kilka milionów złotych, modernizacja też kosztuje)a także w towarach i samochodach. Można te pieniądze odzyskać.
- Niekoniecznie. Na niektórych ma zabezpieczenie kilka firm.
- To niemożliwe.
- Trudno się dziwić Pańskim wspólnikom, że są wściekli. To oni mieli w firmie 90 procent akcji. Tymczasem pan – własciciel 10 procent, wyprowadził z “Oktanu” stacje, przewłaszczył na nie towar. Może to tam trafiły ostatnie niespłacone kredyty, za które teraz pańscy przyjaciele tracą posady?
- Nie wyprowadziłem tylko wydzierżawiłem pracownikom stacje na kolejne1o lat. Zasłużyli na to. Ani oni, ani ich rodziny nie trafią na bruk.
- Może by nigdy nie trafili? Wspólnicy chcieli tylko zmiany prezesa.
- Ja dobrze znałem ich plany. Chcieli wyprowadzić majątek “Oktanu” do swoich spółek. W pewnym momencie przysłali mi człowieka ze swojego układu. Ten zażądał horrendalnej pensji, najdroższego mieszkania i samochodu. Odmówiłem. Wtedy przyjechali z Poznania całą siłą. Grozili mi, ubliżali, dali 11 dni na spakowanie… Nie spodziewali się, że będę szybszy i że tego, co przez wiele lat ciężką pracą zbudowałem – nie zostawię im na pożarcie.
- Niezgoda rujnuje. Także piękne kariery. Pańska była piękna, bo usłana setkami podziękowań od obdarowanych? Na paliwie ” Oktanu” jeździli sportowcy, całe gminy, hospicja, wspomagał pan biednych i niepełnosprawnych. Teraz niektórzy z nich pytają za czyje pieniądze, skoro słyszą, że w kasie “Oktanu” brakuje 40 milionów.
- To ja odpowiem tak. Przez 10 lat ta firma przynosiła zyski, a jej obroty pozwalały część pieniędzy przeznaczyć na cele dobroczynne i reklamę. Inni przeznaczali pieniądze na bankiety i balety – my mieliśmy bardziej szczytny cel. Zdarzało się też tak, że pomagałem ludziom ze swoich prywatnych pieniędzy. Dziś nie wszyscy chcą o tym pamiętać.
- Nie boi się pan podejrzeń, że przedłużając na kolejne 10 lat- bez zgody wspólników – dzierżawę stacji “Oktanu” swoim krewnym oraz przewłaszczając tam mienie upadłej dziś firmy uprawiał pan prywatę? Działał na szkodę spółki i akcjonariuszy? Jest przecież takie doniesienie do prokuratury.
- Nie, nie obawiam się postępowania w tej sprawie. Jestem przekonany, że uratowałem sporą część majątku “Oktanu” i zapewniłem pracę prawie całej załodze. Także krewnym, bo również oni budowali “Oktan”. Od wielu miesięcy żyłem ze świadomością, że poznańscy akcjonariusze – sami ogromnie zadłużeni – ciągną “Oktan” na dno. To oni działali na szkodę bydgoskiej firmy, niszczyli jej wizerunek, podważali wiarygodność. Nie kryję, że szukałem sposobu, żeby się od nich uwolnić. Nadal będę działał na rynku paliwowym. Pod innym szyldem, ale za to wyłącznie na własny rachunek. I będę partycypował w spłacie niektórych długów, np. w Banku Pocztowym, “Warcie:, czy w “BRE-Banku”. Nawet, gdyby to miało trwać 15 lat.
- Był pan też udziałowcem innych spółek, należących do poznańskiej grupy kapitałowej. W spółce “Enter Plus” działającej w branży automatów do gier był pan nawet wiceprezesem. Spółka prowadziła dwa salony bingo, przy Wrocławskiej i przy Św. Marcina. Dalej pan tam działa?
- Ależ skąd. Salony bingo zbankrutowały, a najbardziej opłacalną działalność: import i dystrybucję automatów moi poznańscy wspólnicy przenieśli do prywatnych firm. Osadzili w nich swoje rodziny, córki, synów, zięciów. Mówi się, że ostatnio ich wpływy bardzo się w rozrywkowej branży liczą.
- Były też w tej samej poznańskiej grupie kapitałowej inne spółki, chociażby, handlujący nieruchomościami “Centurian” , zajmujący się informatyką gliwicki “SET”, głogowski “Inter -Trans”( transport i turystyka), czy oferujący hydrobudowy ” Hydro -Trust”. Czy i tam były pańskie udziały?
- Były, ale już nie są. Za darmo je poznaniakom oddałem. Nie chcę już mieć z tymi panami nic wspólnego.
- Poznańscy akcjonariusze “OKTANU” mają wspólny rodowód. Byli pracownikami “Energopolu”, pracowali na tych samych zagranicznych budowach. Co Pana z nimi łączyło?
- Do pewnego czasu – wspólne interesy. Niestety…
Autor artykułu: .